POSZUKIWACZU -ZNALAZŁEŚ ZABYTEK ARCHEOLOGICZNY ?? ZGŁOŚ GO IN SITU !!!

ZNALAZŁEŚ ZABYTEK ARCHEOLOGICZNY?

ZGŁOŚ GO IN SITU!

 

 

Jesteś poszukiwaczem? Szukasz? Czasem znajdujesz? Czyli to tekst dla Ciebie.

Ja w tym tekście nie wnikam w jaki sposób znajdujesz, czy chodzisz z wykrywaczem, czy posiadasz pozwolenie na poszukiwanie zabytków lub zabytków archeologicznych od konserwatora,  czy szukasz śladów lądowania UFO, a może po prostu przeszukujesz miejsce pod ognisko, lub od lat szukasz zgubionych kluczyków od garażu.

W każdym przypadku poszukiwań może się okazać, że trafisz niechcący na zabytek archeologiczny IN SITU.

Oczywiście dobrze też wiesz, że urzędnicy lubią gdy znaleziska zgłaszają osoby, które akurat po lesie biegały i skarb wybiegały, spacerowały i skarb wysikały, czy też ziemia siłą woli wypchnęła skarb na wierzch tuż pod nogi leśnego pustelnika.

Masz gdzieś naukę i to co możesz dla niej zrobić? Odpuść sobie ten tekst. No chyba, że chcesz odnieść się negatywnie do tego tekstu to zapraszam. Ale jeżeli jednak choć trochę interesuje Cię prawdziwa magia poszukiwań i dociekanie do sedna tajemnic związanych z Twoim odkryciem, polecam poczytać w ciszy i spokoju to co chciał bym Ci przekazać.

Ktoś zapyta co to w ogóle jest zabytek archeologiczny ?
Aby mówić o zabytku archeologicznym wpierw należy wiedzieć skąd się wzięła i co oznacza taka definicja.

Definicję zabytku archeologicznego znajdziemy oczywiście w ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Ale zanim do tego dojdziemy wpierw musimy wiedzieć czym jest sam zabytek, nie tylko ten archeologiczny.

Zatem samym zabytkiem według definicji ustawy będzie każdy wytwór działalności ludzkiej, którego zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na jedną z trzech wartości: ARTYSTYCZNĄ, NAUKOWĄ lub HISTORYCZNĄ.

Nie ma przy tym znaczenia czy to coś ma sto tysięcy lat czy też zostało zrobione wczoraj. Brak cezury czasowej w definicji zabytku ma jak najbardziej sens, bo w końcu chodzi o zachowanie czegoś „wartościowego” dla przyszłych pokoleń. Ale co to znaczy wartościowego?

Niestety sama definicja jest tak tragicznie skonstruowana, iż pozwala na dowolną interpretację. Dla każdej osoby wartość ARTYSTYCZNA, NAUKOWA, czy HISTORYCZNA będzie inna, ponieważ jaką miarą mierzyć wartość artystyczną? Tak samo naukową? Ba, badać można wszystko, co nie znaczy że zachowanie tego wszystkiego będzie leżało z tego powodu w interesie społecznym.

No to już plus minus wiemy coś o zabytku, teraz czas na zabytek archeologiczny.

Ustawa z 2003 o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami mówi:

zabytek archeologiczny – zabytek nieruchomy, będący powierzchniową, podziemną lub podwodną pozostałością egzystencji i działalności człowieka, złożoną z nawarstwień kulturowych i znajdujących się w nich wytworów bądź ich śladów albo zabytek ruchomy, będący tym wytworem

Na stronach Narodowego Instytutu Dziedzictwa zwanego w skrócie NID znajdziemy następującą interesującą nas informację:

Ruchome zabytki archeologiczne to przedmioty i ruchome relikty związane działalnością człowieka, które są częścią nieruchomego zabytku archeologicznego obecnie lub były nimi w przeszłości. Ruchomymi zabytkami archeologicznymi pozostają również przedmioty, które zostały usunięte z nawarstwień stanowiska przez rozmaite procesy jak np. erozja, orka bądź wykopaliska archeologiczne.
Żeby dany obiekt mógł być uznany za zabytek archeologicznymi, powinien w pierwszej kolejności spełniać ogólną definicję zabytku, czyli musi być wart zachowania dla przyszłych pokoleń ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową.

NID jasno i klarownie, a także zgodnie z ustawą opisał czym jest „magiczny” zabytek archeologiczny.

 

Skoro już wiesz że zabytek archeologiczny musi lub musiał znajdować się w warstwach kulturowych, to ktoś może zapytać: co to jest warstwa kulturowa?

Własnymi słowami mogę powiedzieć że to jedyna w swoim rodzaju kapsuła czasu, w której, jak w torcie, warstwa po warstwie mamy ułożoną historię i zawartą równie ciekawą wiedzę (to w gigantycznym skrócie, jak i wielkim uproszczeniu).

Ale by z takiej wiedzy odpowiednio skorzystać każdego zapraszam do kontaktów z archeologami. To właśnie oni zajmują się zawodowo otwieraniem takiej kapsuły i tylko oni maja wiedzę, jak to robić by wszystko odpowiednio zbadać, opisać itd. Takie warstwy (kapsuły czasu) mogą być już znane nauce, jak i jeszcze czekają na swojego odkrywcę.

Podobnie jak z definicją samego zabytku definicja zabytku archeologicznego nie posiada cezury czasowej. A to co jest zabytkiem archeologicznym może być różnie interpretowane przez archeologów, urzędników. Tylko od nich zależy które nawarstwienia i przedmioty w nich zalegające będą zabytkiem archeologicznym, a które nie.

Jak widać definicje ustawowe zabytku i zabytku archeologicznego wymagają pilnych zmian, bez tego nie możemy mówić o zmianie prawa.

 

Wróćmy jednak do odkrycia zabytku archeologicznego i tego, co uczynić, by jak najmniej go zniszczyć. Właśnie po to, by archeolodzy mogli się już zająć odkrywaniem całej tajemnicy związanej z naszym znaleziskiem. Gdybyś jeszcze przyszły odkrywco uczestniczył w odkrywaniu Twojego znaleziska wraz z archeologami, sam na własne oczy przekonałbyś się o czym piszę.

Także wędrując z dala od znanych stanowisk archeologicznych istnieje duże prawdopodobieństwo, że możemy odkryć nowe nieznane nawarstwienia kulturowe. Takie nawarstwienia mogą występować w rozmaitych formach: mogą to być cmentarzyska różnego rodzaju, osady i siedziby ludzkie, miejsca po domach, tak samo mogą to być okopy ziemianki, zasypane budynki, ruiny, jak i wiele, wiele innych. Mogą się one znajdować pod ziemią, ale też w zbiornikach wodnych.

Jak już wspominałem definicja ustawowa zabytku archeologicznego nie posiada cezury czasowej.

Dowolność interpretacji tej definicji prowadzi do powstania paradoksalnych sytuacji, gdzie archeolodzy badając podobne obiekty, raz udowadniają jak bardzo zachowanie tego jest cenne dla nauki, innym razem takie same nawarstwienia przekopywane są koparkami jako te nieistotne.

Wróćmy do kwestii naszego „bublowatego” prawa po raz kolejny.

By łatwiej było załapać cały temat zabytku archeologicznego IN SITU posłużę się tu następującym przykładem:

Np. warstwa kulturowa znajdująca się tuż pod warstwą orną.

Czy da się jakoś rozpoznać że chodzimy po polu gdzie zaraz pod warstwą orną może znajdować się nieodkryte stanowisko? Jakaś warstwa kulturowa?

Wyznacznikiem takiej warstwy pod stopami mogą być różne przedmioty w warstwie ornej, np.: kawałki ceramiki, kości i ich fragmenty i np. różne metale, a nawet kamienie, szkło, bursztyny i wiele, wiele innych, czyli tzw. artefakty.

Po prostu kiedyś nienaruszone ślady dawnej osady, cmentarzyska, budynków, czy innych pozostałości działalności ludzkiej mogły zostać przeorane na głębokość np. 30 cm i rozprzestrzenione we wszystkich kierunkach. lub zniwelowane, mogły ulec erozji. Przykładów jest bardzo wiele.

UWAGA! To nie oznacza, że gdy na powierzchni widzimy takie ślady to pod oraniną już nic nie istnieje, wręcz przeciwnie, jest wielka szansa że pozostało wszystko to, czego pług nie dosięgnął.

W każdym bądź razie, zniszczone orką i wydobyte na wierzch warstwy kulturowe wprawny obserwator może łatwo zauważyć.

Jednak realnie mało kto sobie zdaje sprawę że przechodzi nad takim miejscem i że tuż pod nim znajduje się nieznane nauce cmentarzysko, ciekawa osada, czy inne jak że cenne dla nauki miejsce.

Kopiąc na polu za różnymi „kolorowymi” drobiazgami może zaistnieć sytuacja że pewnego dnia sygnał będzie nieco głębszy i możecie się dokopać do przedmiotu leżącego IN SITU

Przedmiot leżący IN SITU to taki, który od momentu jego depozycji w warstwach w czasie gdy te powstawały, czy się „nawarstwiały” nie został z nich wyciągnięty lecz spoczywa sobie tak do dziś.

Przykład: Ktoś kiedyś wykopał dół, wsadził tam kilka naczyń, do jednego z nich wsadził włócznię, do innych powkładał jedzenie a do jeszcze jednego wsypał resztki popiołu i pozbierane kości ze stosu na którym poszedł z dymem jakiś młody wojownik ofiara wielkiego „niefartu” w walce z przeciwnikiem.

Chodzicie po polu i natrafiacie na sygnał, który okazuje się tym głębszym sygnałem, gdzieś na styku warstwy ornej i stropu warstwy nie ruszanej, i nagle ku własnemu zdziwieniu dokopujecie się do grotu z włóczni.

Jak rozpoznać czy taki grot był wcześniej wyorany czy może on właśnie znajduje się IN SITU ?

Niestety ktoś nie obeznany w temacie będzie miał ciężko to stwierdzić. Dlatego też polecam nie wyciągać takiego przedmiotu.

Jeszcze bardziej może zmylić fakt, gdy zobaczycie, że włócznia którą odkopujecie może być zgięta.

(Bardzo często przedmioty żelazne po przepaleniu na stosie pokrywają się patyną ogniową,  i są czasem częściowo lub nawet całkowicie pozbawione rdzy). Patyna ogniowa charakteryzuje się np. kolorem czerwonym lub niebieskim.)

Nie, to nie wina rolnika i jego ciężkiej maszynerii do orania. Ta włócznia została zgięta, właśnie w czasie gdy obywał się obrządek pogrzebowy tego, którego prochy leżą w jednym z naczyń. Ot takie rytualne zabiegi.

Typy pochówków były bardzo różne i zmieniały się w zależności od czasu i religii Część zmarłych palono, a następnie spopielone kości wraz ze stosem wkładano do urn. Prochy innych zmarłych bez urny wsypywano do dołków albo po prostu rozsypywano na powierzchni ziemi. W innych kulturach ludzie składani byli do grobu bez kremacji. Występują groby pojedyncze, ale też trafiają się zbiorowe pochówki całych klanów, rodzin, itd., Warto poczytać nieco literatury, tam więcej ciekawostek znajdziecie o obrządkach pogrzebowych, jak i różnych sposobach chowania zmarłych.

Ok, już wiemy że dokopaliśmy się do grotu włóczni, ale jeszcze go nie wyszarpaliśmy z dziury, zatem co mówi samo prawo (ustawa)? Czy mamy to wyciągnąć i zgłosić, czy jak?

W wypadku przypadkowego odnalezienia zabytku archeologicznego, lub nawet w sytuacji gdy mamy podejrzenie że to zabytek archeologiczny.

 

Art. 33. 1. Kto przypadkowo znalazł przedmiot, co do którego istnieje przypuszczenie, iż jest on zabytkiem archeologicznym, jest obowiązany, przy użyciu dostępnych środków, zabezpieczyć ten przedmiot i oznakować miejsce jego znalezienia oraz niezwłocznie zawiadomić o znalezieniu tego przedmiotu właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków, a jeśli nie jest to możliwe, właściwego wójta (burmistrza, prezydenta miasta).

UWAGA! Proszę zwrócić uwagę na ten fragment: jest obowiązany, przy użyciu dostępnych środków, zabezpieczyć ten przedmiot i oznakować miejsce jego znalezienia.

Nie ma tu mowy o tym by ten artefakt zostawiać i go nie ruszać, dlatego większość odkrywców, tych co zgłaszają takie znaleziska najczęściej, wyciąga przedmiot i przywozi go w reklamówce do muzeum.

Niestety do muzeum takich rzeczy się nie zgłasza, zgłaszamy zabytki archeologiczne zgodnie z prawem do konserwatora jeżeli to możliwe, a jeżeli nie to wójtowi lub burmistrzowi.

Niestety muzealnicy zamiast przekierować odkrywcę i pouczyć najczęściej przyjmują w dobrej wierze znalezisko tym samym utwierdzając poszukiwaczy w przekonaniu, że takie postępowanie jest jak najbardziej na miejscu.

ODKRYTYCH PRZEZ SIEBIE ZABYTKÓW ARCHEOLOGICZNYCH NIE ZANOSIMY DO MUZEUM!

 

Tak na marginesie należy wiedzieć iż istnieją też przepisy karne, mówiące o konsekwencjach braku powiadomienia właściwych organów, z tym że mój teks traktuję jako zachętę do zgłaszania IN SITU, a nie do straszenia.

Art. 116. 1. Kto niezwłocznie nie powiadomił wojewódzkiego konserwatora zabytków lub wójta (burmistrza, prezydenta miasta) albo dyrektora urzędu morskiego o przypadkowym odkryciu przedmiotu, co do którego istnieje przypuszczenie, iż jest on zabytkiem archeologicznym, a także nie zabezpieczył, przy użyciu dostępnych środków, tego przedmiotu i miejsca jego znalezienia, podlega karze grzywny.

Podczas takich odkryć ludzie nie zaznaczają, ani też nie zwracają uwagi na dokładne miejsce odnalezienia zabytków. Po prostu ciesząc się ze znaleziska kierują się bezpośrednio do muzeum, bo z zasady takie rzeczy właśnie tam trafiają.

Jednak cały ten tekst chcę poświęcić temu, aby nakłonić Was do zgłaszania odkryć zabytków archeologicznych IN SITU, pomijając przy tym to nieprecyzyjne zdanie zawarte w ustawie.

Dlaczego warto zatem zgłaszać zabytki IN SITU?

Ano dlatego, że jak już nam zależy na tym, by w ogóle zgłosić nasze odkrycie (przedmiot), warto zrobić od siebie poprzez pozostawienie możliwie nieruszonych warstw dla naukowców.

Często też się okazuję że samo ułożenie przedmiotu jest bardzo istotne. Dlatego pozwoliłem posiłkować się przykładem z grotem włóczni.

Tutaj przykład takiego grobu:

Okazać się bowiem może że znajdując zabytek archeologiczny i wyciągając go z ziemi, będziecie przekonani, iż jest to znalezisko luźne, ponieważ np. nie było więcej sygnałów. Tak, najczęściej bywa i należy to powiedzieć uczciwe.

 

Przykład grobu po ściągnięciu warstwy ornej oraz zrobieniu tzw. profilu

Źródło: Archeowieśći.pl

Ale jak się okazuje, człowiek nawet nie jest świadom, że wyciąga np. taką włócznię, z grobu w pobliżu którego znajduje się wiele innych tego typu grobów, całkiem nie znanych nauce, a być może rzucających zupełnie nowe światło na jakiś okres w dziejach kraju.

Tak więc, by nie męczyć Was zbyt długim tekstem będę powoli kończył, wiedząc że taki temat wymaga bardzo szerokiego opisania. Mam nadzieję że jakiś archeolog opisze co należy i w jaki sposób zgłaszać IN SITU. Ta metoda zgłaszania zabytków archeologicznych jest bardzo pomocna nauce.

Na sam koniec należy zaznaczyć że sami archeolodzy pomiędzy sobą nie mogą dojść do porozumienia co jest, a co nie jest zabytkiem archeologicznym. Podobnie jest z prawnikami i urzędnikami. Ogólnie wychodzi na to że w obecnym tragicznym systemie prawnym zabytek archeologiczny będzie zawsze wtedy kiedy tak komuś akurat będzie pasowało.

Ale nie miejsce tu na wykazywanie absurdów prawa,, Chcę tylko pokazać jak odnajdując jakiś zabytek archeologiczny, można postąpić, aby jak najwięcej z takiego odkrycia skorzystali naukowcy, a przez to nasza wspólna wiedza.

Dlatego jako przykład znaleziska IN SITU podałem włócznię, by był to przykład jak najbardziej charakterystyczny dla archeologii.

A tu przykład archeologii nieco bardziej współczesnej:

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2099187/Bodies-21-German-soldiers-buried-alive-WW1-trench-perfectly-preserved-94-years-later.html

Teraz warto a nawet trzeba wytłumaczyć bardzo znane słowo KONTEKST:

To że coś zostało znalezione bez nawarstwień i nie będzie tym samym zabytkiem archeologicznym, nie znaczy że jest pozbawione kontekstu. KONTEKSTEM dla tego przedmiotu jest samo ogólne miejsce znalezienia, czyli pole, rejon kraju, czy sam kraj. Kontekstem dokładnym tym „archeologicznym” będzie układ przedmiotu w nawarstwieniach.

Przykład: Moneta rzymska bardzo popularna na terenie „Rzymu”, nie mająca większej wartości materialnej, która prawie dwa tysiące lat temu wypadła z sakiewki jakiemuś kupcowi na terenie obecnej Polski ma właśnie KONTEKST miejsca znalezienia- pole Pana Jurka w Pcimie. Więc jej wartością dla nauki jest miejsce znalezienia czyli właśnie kontekst znalezienia.

Kontekst jako słowo nie występuje w ustawie o zabytkach.

 

Na koniec zadanie do przemyślenia:

Z naszej strony poszukiwaczy często pojawia się argument: gdyby poszukiwacz tego nie znalazł i nie zabrał to by to zgniło.

Więc na przykładnie włóczni który podałem zapytam:

Jaką zatem wartość dla przyszłych pokoleń będzie miała ta włócznia która „wyszarpnięta” gdzieś z lasu leży teraz w szufladzie a miejsce jej znalezienia zostało już dawno zapomniane?

Pamiętajcie: z teoretycznych zasad działania archeologów wynika, że nie powinno się badać (ruszać) tego co nie jest bezpośrednio zagrożone.

Artur Troncik -Saper

Typowe przedmioty świadczące o cmentarzysku, tu akurat prawie sprzed 2 tyś, lat. Bardzo charakterystyczna jest tu właśnie patyna ogniowa.

Żródło:  www.radio.kielce.pl

W ramach ciekawostki. Odkryty przeze mnie przypadkowo kord rycerski, nie wyciągany i odczyszczony IN SITU.

Zgłoszony zaraz po odkryciu telefonicznie do konserwatora Małopolskiego, konserwator powiedział by kord wyciągnąć i mu przywieźć.

Nie zgodziłem się na to i czekałem 9 miesięcy aż ktoś łaskawie go sobie wyciągnie.

Tak że tego……

Ale nadal zachęcam do zgłaszania zabytków archeologicznych IN SITU.

 

 

 

Dlaczego niechętnie lub wcale niezgłaszamy odkryć skarbów i cennych znalezisk?

Dlaczego niechętnie lub wcale niezgłaszamy odkryć skarbów i cennych znalezisk?

Z punktu widzenia poszukiwacza ja to od wielu lat widzę tak:

WAŻNE!!! Tekst ten dotyczy poszukiwaczy-pasjonatów i ich „życiowego strzału”, a nie marginesu nastawionego tylko i wyłącznie na zysk z pominięciem pasji poszukiwań, chęci wzbogacenia nauki czy po prostu mówiąc pozbawionego pewnych zasad.

1) Aspekt materialny

Zdaję sobie sprawę że aspekt ten jest nieco kontrowersyjny i może budzić wiele emocji, ale pisząc o różnych myślach kłębiących się w głowie poszukiwacza, takiego znalazcy „życiowego strzału” uczciwie trzeba poruszyć także i ten temat, od razu zadając pytanie kto nie potrzebuje pieniędzy? kto nie boryka się z problemami finansowymi, czy różnego rodzaju innymi? Takie sytuacje dotykają praktycznie większości ludzi z których część jest właśnie poszukiwaczami. Więc jak widać znajdując coś bardzo wartościowego, co tym samym pomogło lub rozwiązało by wiele spraw, człowiek ma nadzieję uzyskać za odkrycie odpowiednie gratyfikacje finansowe, tym bardziej że Państwo daje pewną możliwość w tym względzie. Piszę to co obserwuję rozmawiając z przypadkowymi znalazcami pięknych rzeczy.

Jeżeli za znalezisko w tym kraju warte ok. miliona złotych (a takie znaleziska się zdarzają) obywatel może otrzymać: za okrycie zabytku archeologicznego maksymalnie ok. 100 tys. (30-krotność średniego wynagrodzenia) a za zabytki i materiały archiwalne, to przypadku gdy górna granica wysokości nagrody pieniężnej (30-krotność), jest niższa od 1/10 wartości materialnej zabytku lub materiału archiwalnego, nagrodę pieniężną przyznaje się w wysokości 1/10 wartości materialnej zabytku lub materiału archiwalnego. Zatem odpowiedź jest prosta, dlaczego część osób nie zgłasza swoich odkryć.

2) Aspekt człowieka nieprzywiązującego wagi do kwestii materialnych

Są też inni ludzie, którzy (niekiedy mimo niedostatków finansowych) po prostu chcą odkrycie zgłosić i nie oczekują za to żadnych gratyfikacji finansowych. Tacy chcą być zwyczajnie uszanowani. Wystarczyłoby zwykłe „dziękuję” oraz tabliczka przy znalezisku w muzeum lub informacja w opracowaniu naukowym, aby np. pokazać ją kiedyś dziecku czy jedynie być dumnym z własnego odkrycia i postępowania (tu czasem boli, gdy po zgłoszeniu czy znalezieniu archeolodzy przypisują takie odkrycia sobie).

3) Aspekt kolekcjonerski

Wielu po prostu jest kolekcjonerami i zbierając nie widzi wewnętrznej potrzeby oddawania czegoś państwu, choć chcieliby te rzeczy zgłosić i pokazać aby to, co mają w domu zostało opisane, skatalogowane i pojawiło się w obrocie naukowym, a także czasem trafiło na wystawę do muzeum. Jednak posiadanie przedmiotu i dodatkowo książki z informacją że dane znalezisko jest odkryciem pana X, daje wielu kolekcjonerom dużą satysfakcję i w takim postępowaniu widzą właśnie sens.

Do każdego z wymienionych aspektów możemy dodać brak chęci do zgłaszania wynikających z naszego wrodzonego lenistwa i obaw przed konsekwencjami prawnymi.

Częstym argumentem zniechęcającym jest odgórne wmawianie, że wszystko, co leży w ziemi należy do skarbu państwa a odkrywcy i tak się nic nie należy. Jest to częste zdanie wielokrotnie wypowiadane przez archeologów i urzędników, którzy z prawem niestety są często mocno na bakier. Tę błędną opinię potem powielają między sobą poszukiwacze i o efekt w postaci niezgłaszania nietrudno.

Do tego wszystkiego dochodzi też wymuszanie przez urzędników na poszukiwaczach zatajania formy naszego odkrycia i ukrywania faktu, że znalezisko było wynikiem poszukiwań z wykrywaczem, czyli de facto robienia z siebie publicznie idioty twierdzącego, że odkrywca skarb znalazł sikając pod drzewem, szukając robaków czy potykając się o niego w lesie.

Nieznający dobrze prawa i/lub błędnie je interpretujący urzędnicy często twierdzą, że jeżeli odkrycia dokonano za pomocą wykrywacza to nagroda nie będzie przysługiwała, bo nie było przypadkowości odkrycia. Proszę teraz zobaczyć jak po wprowadzeniu ustawy o rzeczach znalezionych, wprowadzono kolejny absurd.

Za znalezisko archeologiczne można uzyskać nagrodę, ale nie można takiego odkrycia dokonać wykrywaczem, a jeszcze gorzej mając pozwolenie na poszukiwania zabytków, bo właśnie wtedy usłyszymy że nie było przypadkowości odkrycia, jest to częsty argument wypowiadany przez pracowników Ministerstwa czy wytycznych NID w sprawie nagradzania za odkrycia archeologiczne. Z kolei za odkrycie zabytku czy materiału archiwalnego przysługuje nagroda, ale pod warunkiem posiadania pozwolenia na poszukiwania zabytków co znów reguluje ustawa o rzeczach znalezionych i rozporządzenie do niej dotyczące przyznawania nagród. Co zatem zrobi poszukiwacz mający pozwolenie na poszukiwania i odnajdujący zabytek archeologiczny? Znów powie, że szukał robaków?, czy się po prostu o niego potknął idąc akurat z wykrywaczem w plecaku szukać zabytków, ale nie tych archeologicznych. To tak jak by ktoś szukał Bursztynowej Komnaty czy Złotego Pociągu i miał na to pozwolenie a przy okazji odnajduje jakiś zabytek archeologiczny, to w tym momencie znów mu urzędnicy będą wmawiali że nie było przypadkowości odkrycia bo celowo szukał tego skarbu.

No i na końcu podam chyba najważniejszy aspekt niezgłaszania państwu własnych odkryć. To brak zwykłej wdzięczności. Człowiek widzi skorumpowanych urzędników, nieuczciwych konserwatorów i archeologów, już nie mówiąc o znikających na potęgę muzealiach i stanie państwowych muzeów oraz ich magazynów. Nieudolność państwa w opiece nad dziedzictwem kulturowym nie zachęca do powierzania mu kolejnych eksponatów. A pojawiające się nieodpowiedzialne profile na FB w dziecinny sposób piętnujące poszukiwaczy tylko utwierdzają wielu w przekonaniu, że zgłaszać znalezisko to można, ale w postaci kulawego kota do schroniska. W tak zwanym „środowisku” poszukiwaczy wieści szybko się roznoszą i są często dyskutowane. To wszystko ma wprost proporcjonalny wpływ na efekt niezgłaszania odkryć.

Nie należy też zapominać, że poszukiwacze i urzędnicy nie znają zasad postępowania i zachowania w przypadku różnego rodzaju odkryć. Poszukiwacze i przypadkowi znalazcy najczęściej ze znaleziskami wędrują do muzeum, gdzie żaden pracownik nie informuje ich, że to nie miejsce do zgłaszania takich rzeczy. Tym samym nie informują ich by swe kroki kierowali do starosty czy konserwatora. Muzea to nie skupy, ani nie punkty odbierające znaleziska poszukiwaczy.

Do tego kotła dołóżmy bublowate prawo, szczyptę urzędniczych interpretacji definicji zabytku i zabytku archeologicznego i mamy gotowy wywar, z którego nijak nie da się nic sensownego uzyskać.

Tak właśnie, skarbów odnajdywanych w kraju jest bardzo duża liczba! Takich na których niejeden przechodzień zawiesił by chętnie oko, a do świata nauki nie trafia praktycznie NIC.

Ale i tak ostateczna decyzja czy zgłosić fakt odnalezienia „życiowego strzału” jest po stronie poszukiwacza, któremu to w głowie kotłują się wyżej opisane prze ze mnie myśli.

Celowo pominąłem w tym tekście wiele aspektów niezgłaszania odkryć przez osoby nie będące poszukiwaczami, jak np. rolnicy, inwestorzy itp. To z kolei wiąże się ze strachem przed badaniami archeologicznymi, kosztami czy wstrzymywaniem prac itd.

Artur Troncik-Saper

Wymagasz dobrego prawa? to je poznawaj

Na samym wstępie muszę powiedzieć, żeby nie było żadnych wątpliwości, zaistniała sytuacja w kraju, czyli Nasz problem z prawem jak i całokształtem afer związanych z poszukiwaczami leży właśnie po naszej stronie, stronie poszukiwaczy. Tak właśnie to MY poszukiwacze poprzez nieznajomość prawa którego jesteśmy użytkownikami nie zmuszaliśmy urzędników do jego przestrzegania, nie zgłaszaliśmy zgodnie z prawem znalezisk, nawet nie próbowaliśmy.Te i wiele innych naszych ruchów skutkowały wymuszaniem przez urzędników, czy czasem zwykłym strachem formy zgłaszania odkryć: a to na wędkarza szukającego robaków, a to na rolnika kopcującego ziemniaki, czy tez na grzybiarza, a nawet sportowca. A można było pokazać jak wiele dzięki pasji i znajomości istniejącego prawa możemy zrobić dobrego.

Dodatkowo nasze szeroko pojęte wygodnictwo, doprowadziło do sytuacji gdzie w jednych województwach zrzeszone grupy poszukiwaczy przynosiły i przynoszą znaleziska konserwatorowi by ten je „posortował” i co archeologiczne zabrał dla Państwa a co mniej ważne oddał poszukiwaczowi na własność. 

Gdy w tym samym momencie w innych województwach za wyciągnięcie z ziemi właśnie takiego mniej ważnego znaleziska, ba, nawet śmiecia, jedynie co się otrzymuje od państwa to wyrok i napiętnowanie w mediach, oraz wydane kilku tysięcy złoty na adwokata. Pomijając że prowadzone przez Nas dyskusje na stopie poszukiwacz-archeolog- urzędnik z każdej tej strony najczęściej mijały się z faktycznym stanem prawnym, jeno tylko z własnych przemyśleń wynikały. Oczywiście prawo w kraju jest jednym wielkim Bublem, którego nie znają a tym bardziej nie rozumieją: archeolodzy, urzędnicy no i My- poszukiwacze, co nie znaczy że My jako jego użytkownicy nie mamy go poznawać i próbować stosować by przekonać się właśnie o jego katastrofalnych skutkach, by finalnie próbować zbudować normalny model prawa, na wypracowanych wspólnie zasadach. Jestem świadom że słowa te mogą wielu zaboleć, niestety taki właśnie jest obecny stan jak i obraz poszukiwaczy w kraju.

 

Zmieńmy razem chore definicje zabytku i zabytku archeologicznego

 

Tylko razem jesteśmy w stanie doprowadzić do zmian szkodliwych dla wszystkich definicji: definicji zabytku i zabytku archeologicznego. By stworzyć fundament do budowy normalnego prawa. Prawa, w którym zabytkiem będzie to, co nim faktycznie jest i czego zachowanie leży interesie społecznym, a nie to, co akurat będzie pasowało jakiemuś urzędnikowi, archeologowi czy biegłemu, by po 5 minutach nim już nie było bo inwestycja ważniejsza, czy po prostu dla zasady. By tym samym zakończyć wielką łapankę wśród pasjonatów, finalnie karanych za łuski, gwoździe lub monety z PRLu, co jest określane jako niszczenie „cennego dziedzictwa narodowego”. Takie absurdalne działania sprawiają, że coraz więcej prawdziwych pasjonatów odwraca się od nauki i trzyma się z dala od archeologów. W końcu należy pokazać czego szukają poszukiwacze, pokazać że rzeczy leżące w kręgu zainteresowań części poszukiwaczy z archeologią, a tym bardziej „kontekstem” nie mają nic wspólnego i tylko dzięki tym ludziom, wszyscy możemy je podziwiać w różnych miejscach. Czas dla zrozumienia kim  są i co tak na prawdę robią ludzie nazywający siebie „Poszukiwaczami Skarbów”, no i najważniejsze czym są w końcu te „Skarby” dla różnych poszukiwaczy.

topory na palcu czarne

 

 

Podam tu przykład, jest to jeden z wielu absurdów dnia codziennego z którymi muszą walczyć poszukiwacze, aby daleko nie sięgać podam sytuację z własnego podwórka by to o czym piszę było szybko zrozumiałe. Aby poszukać fragmentu przedwojennej szyny, służącej jako prowizoryczny potykacz wkopany przy Polskim schronie z września 1939, będącego częścią wielkiego kompleksu Śląskich umocnień muszę uzyskać zgodę konserwatora zabytków ( nie wiedzę w tym nic złego), z kolei wyburzenie tego schronu dla dewelopera nie było żadnym problemem i nie zakończyło się konsekwencjami  prawnymi, ponieważ jak stwierdził konserwator schron nie był nigdzie wpisany  jako zabytek, Absurd polega na tym tym, że  ja nadal potrzebuję zgody konserwatora na poszukiwanie tej szyny-potykacza i to w gruzie po zburzonym już schronie z 1939.( No i co z tym wspólnego mają archeolodzy ? a jak mają to gdzie byli ?)

 

Najwyższy czas to zmienić.

Bo jak tak dalej będzie, to zamiast wyjść z wykrywaczem na pole, wyjdziemy z nim na ulice.

Co zatem każdy z nas może zrobić ?…

Temat w budowie….

Walka o pozwolenia z WKZ-tami cała prawda!!, oraz jaki jest tego „PRAWDZIWY” finał.

zabytek tabliczka

Aktualnie oczekuję na uzasadnienie wyroku

Na ten czas tylko tyle…..

Ostatnio pojawiła się w mediach informacja o moim wyroku w NSA w sprawie uzyskiwania pozwoleń na poszukiwania zabytków przy użyciu wykrywaczy metali itd.  Odniosę się tutaj w wielkim skrócie do całej tej sprawy, choć jeszcze muszę poczekać na oficjale uzasadnienie wyroku, to na obecną chwilę mogę napisać tak:

Continue reading

Otagowany